poniedziałek, 27 listopada 2017

I znów od nowa...- w Księstwie Siewierskim ;)

I znów od nowa... :)

Jesteśmy małżeństwem już (aż? dopiero?) trzy lata, ale żeby nie było tak banalnie i monotonnie- zaliczyliśmy właśnie czwartą w naszym dorobku przeprowadzkę ;)
Mieliśmy od początku naszego małżeństwa jedno wspólne marzenie- zamieszkać w domu na wsi, takiej wsi, w której to o czwartej rano budzi Cię kogut, ale nie ten od sąsiada zza rogu, bo dystans do najbliższego sąsiada lepiej raczej przemierzyć rowerem niż pieszo, ale kogut nasz własny, osobisty, z naszego podwórka, co to sobie skubnie- a to troszkę trawki, a to robaczka :) Marzył nam się dom z dala od wielkomiejskiego zgiełku, z dala od spalin, smogu, metali ciężkich (mamy na tym punkcie małe "zboczenie"- mieszkanie pod Hutą Katowice-w epicentrum katastrofy ekologicznej ukształtowało nasz światopogląd w tym temacie;)) i innych takich takich... Wyobrażaliśmy sobie nasz własny sad, przepyszne, niepryskane owoce, malutkie i niezgrabne marcheweczki z ogródeczka, co to urosły bez wspomagaczy... Picie aromatycznej kawy z ekspresu w sobotni poranek na tarasie przed domem i podziwianie saren biegających po łące... Spacery po lesie w pięknych okolicznościach przyrody z naszym kochanym berneńskim psem pasterskim u boku, a później z wózeczkiem, w którym słodko śpi sobie kochany, mały bobasek. Byłby to taki nasz mały kawałeczek nieba, bezpieczna przystań, do której wracalibyśmy z utęsknieniem po pracy.
Byłoby cudownie, a wszyscy żylibyśmy długo i szczęśliwie... KONIEC :)

No to teraz po kolei... :)
Mieszkaliśmy przez 8 miesięcy w Bytomiu, z dala od rodziny. Najczęstszym gościem w naszym mieszkaniu był listonosz (wielki szacun za to, że za każdym razem wchodził na to nieszczęsne czwarte piętro!). Te niezapomniane 8 miesięcy przypadło na czas narodzin naszego potomka.
Rodzicielstwo przerosło nasze wyobrażenia pod każdym względem. Okazało się, że ani spacery nie są tak spokojne i romantyczne, jak sobie wyobrażałam, ani jazda samochodem, podczas której to dzieci zazwyczaj się relaksują i zapadają w głęboki sen. Nie, nasz syn okazał się zupełnie inny, niż się tego spodziewaliśmy. Wykraczał poza wszelkie utarte schematy ;) W wózku protestował dopóki nie nauczył się siedzieć, czyli jakieś 6 pierwszych miesięcy życia mogłam zapomnieć o spacerach, w foteliku wrzeszczał, jakby Go ze skóry obdzierano, więc dostawałam palpitacji serca na myśl o tym, że mam Go zapakować do samochodu i jechać do rodziny, bądź gdziekolwiek (nie mówiac o zakupach itd). Byłam uwiązana w domu i wielką atrakcją była dla mnie wyjście do pobliskiego warzywniaka po ziemniaki, podczas gdy Karol zostawał z Jasiem w domu.
Nie będę się nad tym rozwodzić, w każdym razie dotarło do mnie jak wielkim błogosławieństwem w tym wypadku jest dla mnie ten mój kochany... warzywniak! Jak wspaniale, że tak blisko jest sklep, w którym mogę zrobić zakupy na obiad lub choćby zamienić dwa zdania z panią zza lady, żeby nie zwariować.
Oboje zdaliśmy sobie sprawę, że życie z dala od rodziny jest naprawdę trudne. Podziwiam ludzi, którzy wyjeżdżają za granicę. My jesteśmy bardzo rodzinni i zżyci z rodzicami, dziadkami. Widzimy teraz, jak ważnymi osobami są w życiu naszego synka, jak dobrze mieć blisko Babcię, która z takim oddaniem zajmuje się wnukiem, z którą bez obaw można zostawić dziecko i mieć te parę chwil dla siebie.
Moi rodzice wyprowadzili się do Siewierza zupełnie przypadkiem, nie będę się wdawać w szczegóły. W każdym razie przyjeżdżając do nich z Jasiem, spacerując ulicami tego małego miasteczka zaczęliśmy odkrywać jego urok. Ma w sobie coś niezwykłego, jakby czas się tu trochę zatrzymał, jakby zwolnił tempo. Domy w uliczkach prowadzących do rynku są do siebie poprzyklejane, wyglądają jak takie stare kamieniczki, podwórko zazwyczaj znajduje się z tyłu domu i od frontu w ogóle go nie widać. Niektóre domki są odnowione, inne jeszcze z czerwonej cegły. Na Rynku znajduje się wybrukowany plac z fontanną, dookoła kamienice, a na dole sklepy, lodziarnie, restauracja. Co ciekawe- w całym Siewierzu są tylko dwie "Biedronki", a oprócz tego całkiem nieźle prosperujące małe, lokalne sklepiki i biznesy, jak np. sklep z sukniami wieczorowymi, garniturami, częściami motoryzacyjnymi, hurtownia eelektryczna, budowlana itp. Stosunkowo daleko jest do centrum handlowego (ok 25km), więc konkurencji nie ma dużej :)
To mnie chyba urzekło najbardziej, to miasteczko żyje własnym życiem i naprawdę wszystko tu można kupić wspierając przy okazji małego przedsiębiorcę, a nie wielkiego giganta handlowego :)
W Siewierzu jest też świetny plac zabaw dla dzieci, kort tenisowy, bieżnia, orlik, a nawet ścianka wspinaczkowa i siłownia pod chmurką ;) no i Zamek Biskupi!

Na jednym ze spacerów z Mamą wypatrzyłyśmy dom do sprzedania, jeden telefon, szybkie oględziny i decyzja podjęta! Po 8 miesiącach sprzedaliśmy mieszkanie (notabene w ciągu jednego dnia) i niedługo później zamieszkaliśmy w Siewierzu- na czas remontu u moich rodziców.
Staliśmy się posiadaczami jednego z takich właśnie domów z duszą, z uliczki prowadzącej do rynku.
Do generalnego remontu, z małym podwóreczkiem za domem.
Wiele osób mówiło nam, że "lepiej budować, niż remontować"- być może, ale co nas skłoniło do zakupu starego domu, któremu postanowiliśmy dać drugie życie?

Otóż Siewierz okazał się kompromisem pomiędzy życiem w domu na wsi, a życiem w mieszkaniu w bloku. Kompromisem pomiędzy odludziem, a mieszkaniem między ludźmi ;) i w pobliżu rodziny. Mając małe dziecko, a drugie i być może kolejne w planach- nie wyobrażam sobie na tę chwilę żyć w tak idyllicznym miejscu jak opisane w pierwszym akapicie :) doceniam bliskość rodziny, sklepów, apteki, przychodni, przedszkola i szkoły. Doceniam to, że do pracy mam jakieś 20minut, a nie godzinę w jedną stronę i mój mąż również. Czas stał się tak cenny i ciągle go brakuje odkąd mamy dziecko. Także... cieszymy się oboje na ten nasz stary- nowy domek w Księstwie Siewierskim, nie wiemy na ile starczy nam pieniędzy i jak długo będziemy go wykańczać, ale choćby nawet i pomału, własnymi siałmi- jestem pewna, że tchniemy w niego nowe życie ;)

Postaram się prowadzić bloga na tematy budowlane i nie tylko, choćby ku własnej pamięci, a może i komuś przyda się ta wiedza?
Do zaczytania ponownie! ;)






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

I znów od nowa...- w Księstwie Siewierskim ;)

I znów od nowa... :) Jesteśmy małżeństwem już (aż? dopiero?) trzy lata, ale żeby nie było tak banalnie i monotonnie- zaliczyliśmy właśni...